The Sims 3

0
181
The Sims 3

gry do pobraniaPo blisko pięciu od premiery drugiej części i wielu latach, wielu dodatkach do niej, na sklepowe półki napływa gra The Sims 3. Czy jest równie włość jak poprzedniczka? Twórcy w trzeciej części The Sims po raz kolejny podnieśli poprzeczkę, odnośnie do możliwości tworzenia postaci – są one w zasadzie nieograniczone. Możemy ustawić wszystko: konfiguracja oczu, długość nosa, wielkość czoła – dziesiątki suwaków z milionami kombinacji, oraz jedynym ograniczeniem jest wena twórcza i… nasz czas. Postacie ubieramy, tworząc im stroje na różne okazje: od momentu na co dzień, poprzez sportowe, na noc, kąpielowy, aż platforma obywatelska wizytowy. Do tego dochodzą osprzęt w postaci kolczyków, pierścionka czy sygnetu, okularów, nakrycia głowy, makijażu itd. Wskutek tzw. kreacji stylów jesteśmy w stanie zmienić wygląd każdego założenia, wybierając zarówno tworzywo oraz wzór, jak i kolor spośród pełnej palety barw. Jeszcze nigdy nie było tak szerokich możliwości – jedynie mogłoby być więcej fasonów, tak samo jak fryzur do asortymentu. Takiej akcji marketingowej w celu gry komputerowej jeszcze na terytorium polski nie było: promocje w hipermarketach, bannery na ekskluzywnych stronach internetowych, a nawet telewizyjne reklamie w jednym z najwyższych czasów antenowych. I przyczyńmyż do tego 65 tysięcy sprzedanych kopii w trakcie pierwszego weekendu od premiery. Nie, owe nie Wiedźmin. Jeśli chodzi o głośne imię wśród polskich konsumentów, Geralt musi się zadowolić jak już drugim miejscem. Pierwsze bowiem bezapelacyjnie należy do serii The Sims, i to wielkie reklamowe aureola dotyczy oczywiście jej najnowszej, trzeciej odsłony. Choć tejże grze wcale nie potrzeba ogromnej kampanii promocyjnej. Ona a bez tego będzie się sprzedawać jak świeże bułeczki.

The Sims 3 oficjalny trailer gry

Już od niemal dziesięciu lat Simsy istnieją w świadomości graczy. Można ucina kochać, można nienawidzić, acz z pewnością nie można przejść blisko nich obojętnie. Bo nie wierzę, że nawet najbardziej zatwardziały gracz o tejże serii nie słyszał. Ale, że od 2000 roku ukazały się zaledwie dubel odsłony The Sims 3, to dzięki licznym – lepszym lub gorszym – dodatkom seria ani na chwila nie zwalniała tempa a wiernym fanom nie pozwoliła za szybko odejść od chwili monitora. W pewnych grupach społecznych nieposiadanie najnowszej klasy oraz wszystkich dodatków być może uchodzić za wielki byk, a takowa osoba nie ma żadnych szans na to, by „zabłysnąć” w towarzystwie.

Jednakże włodarze Electronic Arts postanowili rozpocząć zabawę na nowo, a studio Maxis w końcu oddało w nasze ręce pełnoprawną, kolejną odsłonę wirtualnego życia. Gdyby przeskok pomiędzy The Sims a The Sims dwa był ogromny zarówno pod względem jakościowym, jak i wprowadzenia innowacyjnych rozwiązań w samej technice gry, tak The Sims 3 spokojnie podąża ścieżką wyznaczoną przez swą poprzedniczkę. Owszem, jest tu kilka ważnych i nowych urodzeń, których wcześniej nie bytowaliśmy w stanie uświadczyć, jakkolwiek w znacznej większości owe, co simsomaniakom jest odpowiednio znane, uległo kosmetycznym poprawkom i z pewnością grze podążyło na dobre. Widać to sam niemal na początku naszej zabawy, kiedy mamy możliwość skonstruowania własnego sima. Robimy to w pięciu prostych krokach, na które – na tle naszej inwencji twórczej – możemy poświęcić dosłownie nieco sekund lub wręcz nieco godzin. Prócz takich podstaw jak wybranie płci, koloru skóry czy nadanie imienia i nazwiska naszemu simowi, czeka nas dobór lepiej fryzury i ubrań a pełna modyfikacja wyglądu buź. Początkowo wszystko wydaje się po tej stronie niemal skopiowane z The Sims 2, ale basta zagłębić się w opcje aby ujrzeć wręcz nieograniczone aspekt do zabawy zarówno z ubraniami, jak i z twarzą sima. W przypadku tych początkowych układamy komplety strojów na różne okazje – od chwili tego w czym będziemy chodzić na co dzień, po stroje wizytowe, na kąpielówkach ogradzając. Seria The Sims w moim dziewczyńskim graniu absorbuje ważne miejsce, ale nie najważniejsze. Nie jest poniekąd w pierwszej piątce, jakkolwiek rozumiem emocje osób, jakie grają w te batalii maniakalnie. Jednak nigdy, w żadnym razie nie zrozumiem, dlaczego powyższa gra jest tak piekielnie brzydka? Dlaczego kolory wypiekają oczy, dlaczego tak ciężko znaleźć tapetę i kobierzec, które się nie gryzą jak wściekłe wydry oraz dlaczego to wszystko, co tanie i ohydne wydaje się dla graczy/graczek do zjedzenia? Całe to bezguście amerykańskich przedmieść mogę oglądać na większym ekranie, w coraz to znacznie wiekszej rozdzielczości i robi się jakoś, powiedzmy, estetyczniej, aliści nadal simsiaki to simsiaki. Obłe przyciski, „zabawne” czcionki, nadal nie mogę dopasować porządnych kafelków, znaleźć sporej bluzki do butów.. ale wręcz teraz widzę to dokładniej. The Sims to symulator życia, który od dziesięciu lat króluje w rankingach gier komputerowych. Trzy serie, ogromna ilość dodatków, edycje limitowane, strony internetowe, fora a potężna rzesza fanów. O co w tym chodzi? Skądże ta popularność? Dlaczego audycja, który w swych założeniach miał służyć projektowaniu wnętrz stał się wirtualną zasady wielu graczy? Nadszedł czas się przekonać żeby. Wrzuciłam grę do komputera tudzież uruchomiłam proces instalacji. Nie powiem żeby przebiegł szybko. Później odczekałam co swoje gra się załaduje aż. Nadmienię jedynie, iż wręcz „uwielbiam” tracić epoka wpatrując się w rzemyk postępu (nawet „dowcipnie” opisany). Starałam się jednak nie zniecierpliwić i tłumaczyć osobiście, że jeżeli nie chcę czekać muszę zmienić akcesoria na taki z górnej półki, którym mój Właściwie wszystko się zgadza. Tworząc postać mogłam zadecydować o tym, jaka będzie fryzura, kształt a kolor oczu, brwi, długość rzęs, rodzaj sylwetki a kolor skóry (pełna dowolność). Do tego przyszło mi selekcjonować w strojach i dodatkach na różne okazje. Finalnie musiałam zdecydować, jaką muzę mój Sim lubi, będąca jego ulubiona potrawa, jakie ma cechy charakteru a marzenia. Już sam ten postępowanie może być formą zabawy zwłaszcza dla nieletnich graczy. Tym więcej, że można stworzyć całkowitą rodzinkę. Jednak, nie mogąc doczekać się gry, końcowe punkty kreacji Sima potraktowałam platforma obywatelska macoszemu, decydując się na pierwsze z brzegu oferty. (Dopiero poniewczasie zorientowałam się, że dla mniej wybrednych są gotowe Simy. ) Ponieważ zabawa (podobnie jakim sposobem grafika) nie powaliła mojej osoby na kolana postanowiłam usłyszeć co urzeka fanów The Sims. I chociaż nadal nie rozumiem fascynacji, to 1 wiem na pewno. Frajdę spośród gry można mieć pono tylko dysponując wszelkimi aż do niej dodatkami (każdy, wolno swoją cenę i owe nie małą, podobnie jak sama gra, która do najtańszych nie należy) nakładkami, kodami i gadżetami, które wolno ściągać z Internetu ze specjalnej strony lub jakie można nabyć w simowym sklepie. Jednym słowem wypada połączyć grę z uczestnictwem w internetowej społeczności. Nie dla mnie niestety. Moją pierwszą refleksją po przeanalizowaniu się w świecie Simów była ta, że żałuję, iż nie miałam dostępu niego do, gdy meblowałam chata. Jeżeli ścignie się to i tamto z sieci to wolno bardzo ciekawie zaaranżować wnętrza tak jak robią to kreślarze. Dodatkowo mamy możliwość wirtualnej podróży po urządzonym za pomocą siebie domu. Super sytuacja.
Na rynku królują wyścigi tudzież strzelanki wszelkiej maści. Ciężko znaleźć porywająca grę przygodową dla starszych dzieci. Nie wszystkie zaś lubią bitwy strategiczne. Również od wojen edukacyjnych raz na jeden czas trzeba odpocząć. The Sims dają możliwość niekiepsko bezpiecznej zabawy. Dodatkowo mają możliwość, choć w uzmysłowić nieletnim przybliżeniu, że życie dojrzałych jednak różami usłane nie jest. O ile poważnie poczęstują swego Sima i mają chciały by pożył w zdrowiu i szczęściu kiedy najdłużej, przyjdzie im pracować, sprzątać, gotować, płacić rachunki, troszczyć się o sprawność rzeczy domowych i masę odmiennych zwykłych spraw. Odkryją, że żeby zjeść śniadanie trzeba je zrobić a żeby zdążyć je zjeść przed wyjściem do szkoły czy pracy, trzeba odpowiednio wcześnie stanąć. A to uda się i nie wywoła uszczerbku na zdrowiu tylko, jeśli prześpią się właściwą dawka godzin… Takich łańcuszków istnieje wiele i niektóre nie mają możliwości być prawdziwą niespodzianką gwoli nieletnich. Podobnie jak fakt, że pieniądze nie rozmnażają się cudownie na koncie natomiast żeby było na „chleb” trzeba zarabiać a do tego rozsądnie kasą dysponować. Jederman rodzic przyzna chyba, że nie wszystkie małolaty będą tego świadomość.
Mówiąc azaliż pisząc o serii „The Sims” właściwie nie sposób odskoczyć słowa fenomen. Względnie: ewenement, cud, zjawisko, ewenement. Powyżej 100 milionów sprzedanych egzemplarzy, tytuł najpopularniejszej marki świata gier komputerowych wszech okresów, zapoczątkowanie nowego podgatunku – społecznej symulacji, przełamanie całej gmin stereotypów dotyczących elektronicznej rozrywki, poszerzenie grona odbiorców gier o rzesze nowych osób – to tylko niektóre z osiągnięć, jakie ma na swoim koncie seria Willa Wrighta. A przecież mamy tu do czynienia z grą opartą na idei, która w teorii wydaje się wyjątkowo nudna i nieciekawa. Wirtualna rekonstrukcja codziennego życia mieszkańców przedmieść brzmi jak antyteza wszystkiego, na czym opiera się w powszechnym rozumieniu urok gier: akcji, ekscytacji, rywalizacji, a przede wszystkim ucieczki od szarej rzeczywistości. W 2000 roku, kiedy pierwsza gra z kolekcji debiutowała na rynku, mało jaki, łącznie z wydawcą, spodziewał się sukcesu po faktycznie ryzykownym projekcie.

A aczkolwiek udało się – Will Wright dokonał kolejnej, platforma obywatelska zapoczątkowanej przez „SimCity” w 1989 roku, rewolucji w świecie gier, i owo na znacznie większą dyspozycję. Dlaczego? Próba wyjaśnienia fenomenu „The Sims” sprowadza się najczęściej do podkreślenia gleby, jaką odegrały w produkowaniu elementy kojarzone powszechnie spośród płcią żeńską. I faktycznie; o ile dotychczasowe gry hołdowały w większości typowo męskim fantazjom, o tyle seria produkowaniu studia Maxis kładła emfaza na takie aspekty, kiedy projektowanie wystroju wnętrz czy nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktów międzyludzkich. Ponadto obecność postaci żeńskich po raz pierwszy w tak wyraźny sposób odzyskana była dotychczas dominujących kontekstów: kobiety w grze nie były ani obiektami seksualnymi, ani damulkami w opałach ratowanymi przez nieustraszonych bohaterów, tylko funkcjonującymi na całkowicie równych z mężczyznami prawach osobami. Nic nie stało na przeszkodzie, by postać kobieca robiła zawrotną karierę w wojsku albo zmieniała partnerów jak rękawiczki – w świecie gry, w przeciwieństwie do naszego, było to całkowicie akceptowalne. A skoro już o równouprawnieniu mowa, grając w „The Sims” swobodnie poczuć mogły się też inne marginalizowane lub stereotypowo przedstawiane w grach mniejszości: homoseksualiści i przedstawiciele ras innych niż biała. Para gejów mogła bez wywoływania kąśliwych komentarzy zamieszkać razem, a nawet (w wydanej w 2004 roku drugiej części gry) adoptować dziecko, a czarnoskóry sim nie napotykał w miejscu pracy na najmniejsze nawet przejawy dyskryminacji. Gra Willa Wrigtha w bodaj najpełniejszy i do najbardziej zaawansowany sposób realizuje ideę rozgrywki typu „sandbox” dziś, która umożliwia swobodną otwartego świata gry bez odgórnie narzuconego celu eksplorację. „The Sims” zestawić można też do puzdra pełnego klocków, z jakich budować można przeróżne kompozycje w zależności od nastroju i upodobań. I gracze skwapliwie spośród tych możliwości korzystają, eksperymentując i wymyślając coraz to oryginalne sposoby interakcji ze światkiem gry i wirtualnymi podopiecznymi. Jedni dopisują do pozbawionych jakiejkolwiek fabularnej osnowy eventów własne historie, tworząc przykładowo opowieści o romantycznej miłości lub własne wersje mitu „od pucybuta do milionera”, z których powstają następnie udostępniane w sieci machinimy. Drudzy, zamiast fantazjować, wolą odtwarzać w grze w mniej lub bardziej dokładny sposób samych siebie i wydarzenia z własnego życia. Dla nich gra pełni funkcję w pewnym sensie terapeutyczną, umożliwia też sprawdzenie scenariuszy „co by było, gdyby” (oczywiście w dość uproszczonym wydaniu). Są też gracze, dla których najlepsza zabawa zaczyna i kończy się na trybie budowania domów, umeblowywania ich i dekorowania. Zakładanie przestrzeni życiowej simów pochwala im testować rozwiązania, jakie planują wprowadzić we swych mieszkaniach, może też dogadzać jako narzędzie samookreślenia (podobnie jak w życiu), w myśl zasady „pokaż mnie, co posiadasz i podczas gdy mieszkasz, a powiem tobie, kim jesteś”. Jeszcze inne osoby traktują grę jako świetną okazję, by w bezpieczny sposób dać ujście swym złośliwym skłonnościom, celowo utrudniając simom życie, czy wręcz uśmiercając je na raz po raz wymyślniejsze sposoby. To, jakim sposobem gramy w „The Sims”, zależy wyłącznie od naszej firmy (a przy okazji, jeśli matki skłonność do autorefleksji, jesteśmy w stanie dowiedzieć się o sobie czegoś nowego).

Oddając w łapie graczy rozbudowane możliwości meblowania domów Wright wiedział również, że mania kupowania przypadkiem czasem obrócić się na ich niekorzyść, stawiając przed nimi nowe wyzwania. Przeanalizował bowiem wyniki badań socjologa Johna Robinsona, który sprawdził, jak wiele czasu Amerykanie przeznaczają na codzienne czynności. Jak się między innymi okazało, około pół godziny każdego dnia zajmuje im przemieszczanie się z jednego miejsca w pozostałe w obrębie domu. Wraz z pojawianiem się w potencjalnych pokojach coraz większej liczby mebli i sprzętów, simy również mają coraz więcej problemów z szybkim poruszaniem się. W dodatku owe urządzenia – takie jak mikrofalówka czy zmywarka do naczyń – psują się cyklicznie, co wymaga wezwania artysty lub samodzielnego wzięcia się za naprawę. I ano gadżety, które służyć miały oszczędzaniu czasu, zabierają nam go jeszcze więcej. Przez to „The Sims” stają się przy okazji subtelną krytyką konsumpcyjnego stylu życia. Skoro dlatego mowa była o podstawowej dla sukcesu serii roli szeroko rozumianej swobody, głównie podkreślić należy, że w The Sims 3 dostajemy jej jeszcze więcej, głównie w kwestii poruszania się w wirtualnej przestrzeni. Abolicja bariery w postaci ekranu ładowania pomiędzy naszym mieszkaniem a resztą okolicy przeznaczony rozgrywce poczucie płynności oraz sprawia, że mamy odczucie funkcjonowania w żyjącym kuli ziemskiej, w którym na wszelkim kroku spotkać nas przypadkiem coś zaskakującego. Gdy cofamy wieczorem z klubu fitness, sąsiad woła nas na partyjkę w bilarda oraz kolację. Gdy buszujemy pośród księgarskimi półkami, spotykamy nowem miłośnika literatury, z jakim nawiązujemy długotrwałą przyjaźń. Kiedy na chodniku zaczynamy rąbać na gitarze, zbiera się słuchaczy grupka. Mało tego dochodzi ciągłość wydarzeń (mieszkańcy okolicznych domów wprowadzają się, wyprowadzają, rodzą, umierają) oraz związki przyczynowo-skutkowe między nimi (książka, którą napisał krajowy sim, dostępna jest dalej w bibliotece).

Szeroko doceniona swoboda jest jednak torem, w którym seria podążała już od samego początku i do przewidzenia było, że trzecia jej część da nam w poniższym względzie jeszcze większe aspekt do popisu. Ciekawszą innowacją, która zarazem wpisuje się w ramy idei Simsów i nieco je przewyższa, jest wprowadzenie tzw. pragnień życiowych i codziennych. Ich rozpiętość jest pokaźna: od chwili marzeń o zostaniu przywódcą wolnego świata lub gwiazdą rocka, przez chęć polepszenia umiejętności kulinarnych lub wygenerowania przychylności konkretnej osoby, platforma obywatelska potrzebę pościelenia łóżka czy też opowiedzenia małżonkowi dowcipu. Wewnątrz spełnianie konkretnych pragnień zdobywamy tzw. punkty szczęścia, wewnątrz które nabywać można rozliczne ułatwienia, takie jak kunszt szybszego sprzątania, bardziej wydajnej pracy czy organizowania wiecznie udanych przyjęć. Istnieją serie gier, których kolejne odsłony spełniają doskonale oczekiwania entuzjastów, ale nie mają możliwości przekonać do siebie tych graczy, którzy od początku nie byli nimi zainteresowanych. W przypadku „The Sims” dewiza ta sprawdzała się do chwili obecnej idealnie. Czy jest ewentualność, że wraz z ukazaniem się trzeciej części zostanie przełamana? Być może; wprowadzenie do rozgrywki różnorodnych wyzwań a nadanie jej cech celowości wskazywałoby na chęć programistów do poszerzenia grona klientów o graczy o nastawieniu tradycjonalistycznym. Jakkolwiek jednak się stanie, nowe Simsy i tak wzbudzą zachwyt, nawet jeśli stałby się on udziałem wyłącznie tych, którzy już od przeszła grając w „The Sims” czują się jak w (nomen omen) domu. A słusznie, bo to ot tak świetna gra.


The Sims 3 do pobrania, download The Sims 3 pełna wersja pc, The Sims 3, The Sims 3 chomikuj, The Sims 3 crack, The Sims 3 crack do pobrania, The Sims 3 demo do pobrania, pobierz The Sims 3, The Sims 3, The Sims 3 demo gry, The Sims 3 demo pc, The Sims 3 download pc, The Sims 3 download za darmo, The Sims 3 działająca wersja, The Sims 3 gra do pobrania, The Sims 3 gra za darmo, The Sims 3 pełna wersja gry na pc, The Sims 3 pobierz, The Sims 3 pobierz za darmo, The Sims 3 reloaded, The Sims 3 ściągnij, The Sims 3 ściągnij na pc, The Sims 3 skąd pobrać, The Sims 3 skidrow, The Sims 3 torrent, The Sims 3 utorrent, The Sims 3 za darmo pc, skąd pobrać The Sims 3 pc

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNeed for Speed: Payback
Następny artykułThe Sims 4
GameSector to strona poświęcona tematyce gier komputerowych, głównie gry PC ale także gry na konsole, gry na PS4, Xbox i wiele innych. Oczywiście poza publikacjami dotyczącymi gier PC znajdziesz na GameSector także poradniki, cheaty do gier a także akcesoria dla graczy ułatwiające profesjonalną rozgrywkę podczas gier multiplayer i nie tylko.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here